Krzyk "Mewy" obudził Rzeczpospolitą

Data publikacji: 2010-05-27

 

            Z pewnym niedowierzaniem słucham doniesień jakoby zależałoby mi na przedłużaniu mojej sprawy karnej. Od samego początku, od pierwszego dnia, kiedy dziennik "Rzeczpospolita" ujawnił tzw."aferę spocką", zależy mi na jak najszybszym jej wyjaśnieniu, ponieważ  jestem pewien, że Julke całą sprawę sfingował.  Jak mantrę będę powtarzał, że tak naprawdę nie o mnie i o strych chodziło. Julke zastawiał sidła również na  innych polityków PO, w tym Premiera RP !

 

Teraz, po ujawnieniu w Gazecie Wyborczej kryptonimu Sprawy Obiektowej przeciw mnie "Mewa", po przeczytaniu akt sprawy - jestem  pewien, że Julke kłamał, manipulował nagraniami, jak i tego, że nie działał sam ! (swoją drogą analogia do metod i nazewnictwa działań SB z czasów PRL-u, zadziwiająca).

 

         Dlatego też, prosiłem i żądałem ujawnienia całych akt sprawy prowadzonej przeciw mojej osobie. Chociażby treści wszystkich kilkunastu opinii, których zawartość pozwala ocenić matactwo Julke i służb.

Teraz, po publicznym ujawnieniu przez Gazetę Wyborczą kryptonimu sprawy, zwracam się do osób nadzorujących CBA i inne służby specjalne, z żądaniem i dramatycznym apelem, o ujawnienie całości akt Operacji Obiektowej "Mewa".

Kto ją wszczął? Na czyje polecenie? Za czyim pozwoleniem  i w końcu:  dlaczego?

 

..........................................................................................................................

Dzień po ujawnieniu informacji o prowadzonej przeciwko mnie operacji "Mewa", otrzymałem drogą mailową, kilka dziwnych pytań od redaktora "Rzeczpospolitej". Byłem zaskoczony, ponieważ przez ponad rok, po opublikowaniu wczesniej ponad piećdziesięciu artykułów na mój temat, "Rzeczpospolita" milczała.

Pytania sugerują jakobym ja, zbierał i gromadził objęte tajemnicą państwową tajne informacje na temat prokuratorów i CBA. Domyślam się, że jakiś reporter "Rzeczpospolitej" zauważył mnie siedzącego w krzakach i obserwujacego tajną siedzibę CBA. Być może, któraś z mioich mecenasek wślizgnęła się w nocy, przez komin do siedziby prokuratury i przeglądała akta.

Jak widać, gazeta, której redaktor otrzymał od Julke pożyczkę pienieżną i która znała każde posunięcie organów scigania kilka godzin wczesniej, stara się teraz, ze swoim bohaterskim biznesmenem z Sopotu, przygotować kolejną prowokację.

 

powrót do aktualności
Copyright 2010 by Jacek Karnowski