"Dlaczego Karnowski chce kolejnych pięciu lat"- źródło: gazeta wyborcza Trójmiasto | Jacek Karnowski - Prezydent Miasta Sopotu

„Dlaczego Karnowski chce kolejnych pięciu lat”- źródło: gazeta wyborcza Trójmiasto

„Dlaczego Karnowski chce kolejnych pięciu lat”- źródło: gazeta wyborcza Trójmiasto

KRZYSZTOF KATKA: Z jakim hasłem tym razem idzie pan do wyborów?

JACEK KARNOWSKI: – „Sopot nasz wspólny dom”, ponieważ budowanie wspólnoty, która nikogo nie wyklucza,jest bardzo ważne, szczególnie w sytuacji ostrych podziałów politycznych w kraju. A wykluczenie może dotyczyć wielu grup: osób starszych, niepełnosprawnych, ludzi innej narodowości czy wyznania, bezdomnych. Chcemy, aby Sopot dla wszystkich był przyjaznym miejscem do życia.

Brzmi podobnie do „Dom wszystkich Polska” z kampanii prezydenckiej Aleksandra Kwaśniewskiego.

– To było bardzo dobre hasło, mimo że nie głosowałem na prezydenta Kwaśniewskiego. Wydaje się, że w Polsce może być normalnie i w Sopocie tak jest. Podziały należy likwidować. Oczywiście spieramy się politycznie, debata jest potrzebna, ale potrafimy wspólnie składać kwiaty pod pomnikiem czy mówić jednym głosem w ważnej sprawie, jak np.
w kwestii obrony sopockich kortów przed dziką reprywatyzacją.

Za czasów pana 20-letnich rządów wspólnota w Sopocie skurczyła się o sześć, siedem tysięcy mieszkańców.

– Generalnie w Polsce miasta się wyludniają i nie potrafimy zatrzymać w kraju młodych ludzi. Za mało im płacimy. A jednocześnie jesteśmy zamknięci na przyjmowanie tych, którzy chcą u nas pracować. Krajowe trendy są negatywne, ale w Sopocie to zjawisko jest silniejsze.

– Mieszkańcy Sopotu mają swobodę dysponowania swoim majątkiem, czyli mieszkaniem. Jeśli chcą je sprzedać i kupić większe poza Sopotem, to nie będziemy im tego zabraniać.Chcemy jednak zatrzymać młodych ludzi i dlatego realizujemy szeroki program budownictwa komunalnego – wybudowaliśmy w ostatnich latach 240 mieszkań i budujemy kolejne. Korzystamy przy tym m.in. z dopłat Banku Gospodarstwa Krajowego. To jest lepsze rozwiązanie niż program „Mieszkanie plus”, którego wielkim minusem, moim zdaniem, jest niepewność, kto będzie właścicielem mieszkań.

Ile takich mieszkań można zbudować w Sopocie?

– Tereny, które kiedyś planowaliśmy pod biura, zostały przeznaczone na funkcje mieszkaniowe. Nie ma sensu konkurować z centrami biznesowymi w Oliwie czy we Wrzeszczu. Szacuję, że docelowo możemy w najbliższych latach wybudować nawet do tysiąca mieszkań. To jest sposób na zatrzymanie młodych ludzi w naszym mieście, ale także na pozyskanie nowych mieszkańców. Można rozważyć także w Sopocie program wynajmu mieszkań dla absolwentów uczelni, repatriantów zza wschodniej granicy, pracowników, którzy przyjeżdżają do nas na przykład z Ukrainy. Może w końcu polski rząd pójdzie po rozum do głowy i zajmie się bardziej skutecznie kwestią pracowników ze Wschodu, aby mogli mieszkać i pracować u nas legalnie.

Te osoby mają osiedlać się w mieście, w którym ceny nieruchomości są jednymi z najwyższych w kraju?

– W Sopocie są dobre miejsca pracy, lepiej płatne niż gdzie indziej. Mamy świetną jakość życia: zieleń, oświata, kultura. Do Polski przyjeżdżają specjaliści i osoby dobrze wykształcone. I nie dostają od naszego państwa żadnych możliwości. Kilka dni temu rozmawiałem w Sopocie z Polakiem z Ukrainy. On i jego syn mają już Kartę Polaka, ale żona, matka synka, która jest Rosjanką, jeszcze tej karty nie posiada, a czeka trzy lata i nie może legalnie pracować.

Jaki jest pana pomysł na Sopot?

– Zgodnie z hasłem – Sopot nasz wspólny dom, otwarty dla wszystkich, wygodny i przyjazny. Udało się go już wyremontować, odnowić, zbudować konieczną infrastrukturę. Teraz trzeba zadbać o jakość życia dla wszystkich. Naukowy ranking AGH i „Polityki”, w którym zajęliśmy pierwsze miejsce wśród polskich miast pod względem jakości życia, to z jednej strony docenienie mieszkańców i naszych konsekwentnych działań, a z drugiej – mobilizacja do
dalszej pracy.

Cały czas pojawiają się nowe wyzwania. Na przykład uregulowanie wynajmu turystycznego czy szersze wykorzystanie walorów uzdrowiskowych i sopockiej solanki. Chciałbym też, żeby mieszkańcy Sopotu jeszcze szerzej uczestniczyli w wydarzeniach kulturalnych i sportowych, choć już dziś ten udział jest większy niż w innych miastach. Ma-
my także jedną z najwyższych frekwencji wyborczych w kraju – średnio o 10 proc., ale glosować mogłoby jeszcze więcej osób.

Zamawiał pan sondaże poparcia wyborczego?

– Najlepsze sondaże robi się, chodząc po ulicy. Dużo rozmawiam z mieszkańcami. Zza biurka nie da się dobrze zarządzać miastem. Cieszy mnie to, że ludzie w Sopocie na ulicy się do siebie uśmiechają. To po-
winno być normalne. Także w debacie politycznej.

Zanim pan został prezydentem w 1998 r., to było kilka lat wiceprezydentury. Ile?

– Osiem.

To chyba po 28 latach pracy może pan znać sporą część mieszkańców
po imieniu?

– To prawda, tu się wychowałem, chodziłem do szkół, grałem w rugby i tenisa. Znam wielu mieszkańców. To dla mnie większe wymagania, ale jednocześnie możliwość poznania problemów różnych grup. Niedawny protest osób niepełnosprawnych w Sejmie spowodował, że kazałem sprawdzić, co my, jako mia- sto robimy dla tych ludzi. I okazało się, że w Sopocie nie było darmowych półkolonii dla dzieci niepełnosprawnych, a były dla wszystkich innych. Zrobiliśmy te półkolonie. Nie ma opieki „wytchnieniowej”, ale przygotowujemy się do jej wprowadzenia. Wice prezydent Joanna Cichocka-Gula zaczęła przywozić na wystawy i koncerty dzieci i młodzież niepełnosprawną. Zaczęliśmy zatrudniać osoby niepełnosprawne, one dziś pracują w urzędzie, czy bibliotece. Nadal nie mamy klubu i oferty sportowej, oprócz namiastki koszykówki. Zmieniamy to. W konkursie grantowym będą środki na zajęcia sportowe dla osób niepełnosprawnych.

Gdy pan rozmawia z ludźmi na ulicy to pojawia się wątek sporów partyjnych?

– Nastąpił w społeczeństwie wielki rozłam, chociaż w Sopocie nie ma praktycznie z tym związanych nieprzyjemnych sytuacji. Chociaż przed wyborami niektórym jednak puszczają nerwy. Kłócą się też ludzie wewnątrz komitetów wyborczych. Pan Kajkowski zarzucił, że działania kandydatki Kocham Sopot, które współtworzył, mają być finansowane przez sponsorów z PiS. Należy zadać pytanie: czy skoro PiS nie jest w stanie wygrać wy-
borów w Sopocie pod własnym szyldem, to może wspiera inne ugrupowania?

Pan kandyduje z komitetu Platforma Sopocian Jacka Karnowskiego. Czy otrzymał pan poparcie Platformy?

– Jest poparcie Platformy, Nowoczesnej, KOD-u. Cieszę się, że udało nam się skupić praktycznie wszystkie środowiska opozycyjne do rządu PiS w Sopocie.

Ale Platforma i N. w Sopocie nie zrobiła czegoś takiego jak w Gdyni, gdzie ważni politycy tych partii wystąpili na konferencji prasowej i ogłosili, że popierają kandydaturę Wojciecha Szczurka.

– Nie zrobili, bo nie ma ku temu powodu. Mieszkańcy Sopotu wiedzą, że jestem związany z tymi środowiskami i że biorę udział w demonstracjach w obronie konstytucji i demokracji oraz wartości europejskich. Nigdy swoich poglądów nie ukrywałem. Ale jednocześnie, w sprawach najważniejszych dla Sopotu, rozmawiam i z opozycją w radzie miasta i z rządem. Można się diametralnie różnić i spierać, ale nie można ludzi dzielić.

Jak pan się czuje z tym, że znalazł się pan w gronie popieranym przez Koalicję Obywatelską razem z prezydentem Wojciechem Szczurkiem, a bez Pawła Adamowicza?

– Czuję się z tymi źle, bo uważam, że Paweł Adamowicz, który budował PO i zrobił dla Gdańska więcej niż ktokolwiek inny, powinien mieć takie poparcie. Szanuję Jarosława Wałęsę, ale uważam, że Paweł Adamowicz jest lepszym kandydatem na prezydenta Gdańska. Popełnił błędy, do których się przyznał i za które miał
zapłacić. Ale uważam, że ewidentnie z przyczyn politycznych prokuratura Zbigniewa Ziobry złożyła odwołanie od wyroku, o który wcześniej wnosiła. To jest jedna strona medalu, a druga to Wojciech Szczurek w gronie prezydentów popieranych przez PO i N.

– Brakuje mi zdecydowanych wypowiedzi Woj tka na temat tego, co się dzieje w kraju, choć niektórzy radni Samorządności, na przykład Stanisław Szwabski, nie unikają tego tematu. Ja oczywiście mógłbym powiedzieć, że moją partią jest Sopot, ale nie mogę uciekać od spraw krajowych. Także dla Sopotu jedną z najważniej szych spraw jest kwestia Sądu Najwyższego. Dla przedsiębiorców, mieszkańców i miasta ma ona kapitalne znaczenie. Uważam, że doświadczeni prezydenci miast mają wręcz obowiązek w tej sprawie zabierać głos. I tu się różnię od Wojciecha Szczurka i jest mi zdecydowanie bliżej do Pawła Adamowicza.

Szanuję Wojciecha Szczurka, jest dobrym prezydentem Gdyni, nie jest źle, że uzyskał poparcie Koalicji Obywatelskiej. Szkoda, że to poparcie nie jest wzajemne, tylko jednostronne. Myślę, że Platforma w Gdyni popełniła błąd przed laty, że rozeszła się z ludźmi Szczurka. Wyrzucono wte-
dy z PO Szwabskiego, Stasiaka. To był w mojej ocenie błąd.

Sądzi pan, że decyzje PO w Gdyni mogą się przełożyć na wynik tej partii w wyborach do sejmiku?

– Z tego, co wiem, to marszałek Mieczysław Struk rozmawiał z Samorządnością w Gdyni i jestem przekonany, że Wojtek Szczurek poprze listę Platformy do sejmiku.

Rozpoczął pan kampanię w koszulce z napisem „sołtys”, która nawiązuje do pana ksywki. Uważa pan, że mieszkańcy oczekują od prezydenta demonstracji w obronie konstytucji, czy raczej działań w stylu sołtysa?

– Obu tych rzeczy, bo trzeba re- prezentować miasta i być dobrym gospodarzem. Oczywiście każdy wybiera, czego powinno być więcej. Ja chciałbym się skupić na byciu dobrym gospodarzem, ale niestety nie jesteśmy oderwani od tego, co się dzieje w kraju. Konsekwencje wielu decyzji centralnych ponosimy my – samorządowcy i mieszkańcy. Najlepszym przykładem może być reforma oświaty.

Kolejna kadencja samorządu potrwa pięć lat, ale w życie wchodzi limit ograniczający rządy do dwóch kadencji. W 2023 r. również pan wystartuje?

– Nie wybiegam tak daleko, ale to bardzo wątpliwe. Już przed rokiem zastanawiałem się, czy po-
winienem ponownie kandydować, czy mogę dać miastu świeże pomysły. Po wielu rozmowach uznałem, że warto popracować, aby młodzi ludzie zostali w Sopocie, by starszym stworzyć lepsze warunki i zatroszczyć się o niepełnosprawnych. Nie jest tak, że „hura,jesteśmy najlepsi”, tylko trzeba miasto stale modernizować.

Gdyby pan jednak nie kandydował tym razem, to kto byłby pana faworytem?

– Rozpatrywaliśmy to i mogę powiedzieć, że jedną z osób był wiceprezydent Marcin Skwierawski, ale były też dwie kobiety, których nazwisk nie chcę wymieniać.

Kto zostanie wiceprezydentem, jeśli wygra pan wybory?

– Mam bardzo dobrych dwóch zastępców, po wyborach nie przewiduję większych zmian w urzędzie. Ludzie chwalą organizację pracy urzędników.

Jak się ogląda TVP 3 Gdańsk, to ten obraz jest zupełnie inny

– Sopot pokazywany jest jako miejsce rozmaitych nieprawidłowości.

– Telewizja Gdańsk stała się tubą wyborczą PiS-u i komitetów z tą partią związanych. Trudno to nazwać dziennikarstwem. Poziom manipulacji, czy wręcz kłamstwa jest porażający.

Mam wrażenie, że o wyborach mówi pan z dużym spokojem. Uważa pan, że już są wygrane?

– Mój serdeczny przyjaciel Bronisław Komorowski tak uważał i niestety wiemy, jak to się skończyło. Ja zawsze mówię, że wybory są świętem demokracji i trzeba się na nie szczególnie przygotować i to nie w ostatniej chwili, ale pracą i rozmowami z mieszkańcami od początku kadencji.

Podstawa to wygodne buty. Mamy piękną pogodę, więc okazji do spotkań z sopocianami nie brakuje. I za to mogę pochwalić rząd premiera Morawieckiego – dobrze wybrali datę wyborów… o

Podziel się
Opinią

Wypełnij poniżej formularz kontaktowy



Zgodnie z RODO zbieramy Państwa dane dla potrzeb realizacji usługi.