Prezydent Sopotu Jacek Karnowski: Państwo PiS może przyjść po każdego – wywiad dla Gazety Wyborczej | Jacek Karnowski - Prezydent Miasta Sopotu

Prezydent Sopotu Jacek Karnowski: Państwo PiS może przyjść po każdego – wywiad dla Gazety Wyborczej

Prezydent Sopotu Jacek Karnowski: Państwo PiS może przyjść po każdego – wywiad dla Gazety Wyborczej

Brakuje nam empatii, uprzejmości i umiejętności współdzielenia przestrzeni, jak ma to miejsce np. w Niemczech. Ja mam taką wadę, że często nie pamiętam twarzy ludzi i na wszelki wypadek wszystkim mówię dzień dobry. Bardzo wielu ludzi dziwi taka uprzejmość, podobnie jak to, że politycy z PiS i PO potrafią podać sobie ręce. Do czego zmierzamy? – pyta Jacek Karnowski, prezydent Sopotu.

Jacek Karnowski z Sopotu (7)

Maciej Sandecki: Czy Sopot będzie żądał odszkodowania od Saur Neptun Gdańsk za skutki awarii przepompowni Ołowianka, do której też jest podłączony? 

Jacek Karnowski, prezydent Sopotu: – Na pewno po zakończeniu trwającej kontroli będziemy rozmawiali z Saur Neptun Gdańsk i domagali się wszelkich możliwych zabezpieczeń, aby taka sytuacja się nie powtórzyła. Gdańsk wykonał kilka lat temu olbrzymią inwestycję jaką jest nowoczesna oczyszczalnia Wschód, a wszystkie gminy nad Zatoką Gdańską wykonały wielką pracę, aby wody w Zatoce były czyste. I jesteśmy pewni, że one będą czyste, bo jeszcze 25 lat temu takie zrzuty do Bałtyku wpływały notorycznie. Morze sobie z takim ładunkiem poradzi. Natomiast myślę, że na pewno usiądziemy z prezydentem Gdańska i ocenimy, czy ta sytuacja nie zaszkodziła naszym miastom wizerunkowo.

Właśnie, Sopot i jego mieszkańcy żyją z turystyki, a w świat poszła informacja o ściekach w Bałtyku. To może odstraszyć turystów.

– Sprawdziliśmy. Na razie w sopockich hotelach nie było żadnych odwołanych rezerwacji. Na pewno będzie potrzebna dodatkowa kampania, że w Sopocie jest fajnie i czysto i to nie tylko na plażach. I może dobrze by było, żeby Saur Neptun Gdańsk włączył się w tę kampanię.

A miasto planuje zrobić własne badania wody? 

– Sanepid to robi. Były już dwa badania, za chwilę będzie trzecie i one na razie pokazują, że wszystko jest OK. Ale słuszna wydaje mi się prośba sanepidu, żeby jeszcze do wody nie wchodzić. Strzeżonego pan Bóg strzeże.

Szczególnie, że na razie mieliśmy wiatry północne i duża część tych zanieczyszczeń nie dostała się jeszcze do Bałtyku.  

– Ale róża wiatrów na Bałtyku jest taka, że zdecydowana większość wiatrów to wiatry północno-zachodnie, a więc te zanieczyszczenia prawdopodobnie przemieszczą się na wschód od Gdańska. Poza tym one się rozcieńczą w morzu. Nie bagatelizuję tej sytuacji, bo to była bardzo poważna awaria, ale chcę podkreślić, że pomorskie samorządy wykonały przez lata olbrzymią pracę, aby oczyścić wody Bałtyku i dziś Zatoka Gdańska jest w bardzo dobrej kondycji biologicznej i szybko się sama oczyści. My oficjalne otwarcie kąpielisk mamy zaplanowane na koniec czerwca i jestem przekonany, że do tego czasu nie będzie już żadnego zagrożenia. Ale przyda się na pewno kampania promocyjna z Gdańskiem i SNG, o tym że jest u nas bezpiecznie. Poza tym Trójmiasto ma wiele innych atrakcji, nie tylko przepiękne, czyste plaże.

Niedawno nagrano pana jak jechał rowerem po Monciaku, gdzie obowiązuje zakaz poruszania się rowerem. Zapytał pan wtedy na Facebooku, czy należy ten zakaz znieść. Zostanie on zniesiony?  

– W dyskusji na Facebooku było wielu za i wielu przeciw. Doszedłem do wniosku, że chyba nie jesteśmy jeszcze na to gotowi. Nie potrafimy jeszcze współdzielić przestrzeni miejskiej. Są kierowcy, którzy uważają się za królów i gdyby nie znaki ograniczenia prędkości jeździliby 120 na godzinę po mieście. Są rowerzyści, faceci w moim wieku, którzy ubierają się w obcisłe stroje i pędzą po nadmorskiej ścieżce nie zważając na dzieci i pieszych, bo uważają się za kolarzy. I są piesi, którzy wchodzą na jezdnię nie patrząc w lewo, ani w prawo tylko w swój smartfon. Brakuje nam empatii i umiejętności współdzielenia przestrzeni, jak ma to miejsce na przykład w Niemczech. Brakuje wzajemnej tolerancji i uprzejmości. Ja mam taką wadę, że często nie pamiętam twarzy ludzi i na wszelki wypadek wszystkim mówię dzień dobry. Bardzo wielu ludzi dziwi taka uprzejmość, podobnie jak to, że politycy z PiS i PO – choć to niestety już bardzo rzadkie – potrafią siedzieć przy jednym stole czy podać sobie ręce. Do czego zmierzamy?

Ja bym w tej chwili udostępnił jazdę na rowerze, ale tylko w górę Monciaka (śmiech). Ale myślę, że za trzy, cztery lata, kiedy rower stanie się u nas jeszcze bardziej popularny, będziemy mogli znieść ten zakaz.

Może rozwiązaniem dla pędzących rowerzystów po ścieżce nadmorskiej, byłaby droga rowerowa wzdłuż Alei Niepodległości, której ewidentnie brakuje?

– Są takie głosy, żeby prawy pas Alei Niepodległości był buspasem dla autobusów, taksówek i rowerów. Bardzo rewolucyjne rozwiązanie. Osobiście bym zaryzykował i to zrobił, ale na razie jestem w mniejszości. Poza tym trochę obawiam się o bezpieczeństwo rowerzystów. Sam jestem rowerzystą, codziennie po pracy jeżdżę na rowerze, nawet w zimie. W sezonie nie przepadam za ścieżką nadmorską, najchętniej jeżdżę po lesie. Ale musimy jeszcze poczekać. Kilkanaście lat temu wszyscy Chińczycy jeździli na rowerach. Teraz, gdy zarabiają więcej i zachłysnęli się bogactwem, porzucili rowery i jeżdżą samochodami. Polacy podobnie, ale u nas już zaczyna się europejski trend, żeby porzucić auto na rzecz roweru, bo samochód przestaje być wyznacznikiem społecznego statusu. I to się będzie pogłębiać. Sam zaproponowałem, żeby do przetargu na rower metropolitalny włączyć rowery elektryczne, bo uwielbiam na nich jeździć.

Rower metropolitalny niebawem wyjedzie na ulice Trójmiasta. Uważa pan, że to dobre rozwiązanie, że nie będzie miał darmowych minut, jak na przykład w Warszawie?  

– Ten rower będzie płatny, ale tak naprawdę to nie będą duże opłaty. Można dyskutować, które rozwiązanie jest lepsze, ja nie mam tu w pełni wyrobionego zdania, choć uważam, że wszystko powinno choć trochę kosztować, bo ludzie wtedy to bardziej doceniają. Fajnie, że rower powstaje. Być może zmienimy ten system, jeśli okaże się, że z powodu odpłatności ludzie nie będą chcieli na nim jeździć.

Zbliża się sezon i Sopot znów stanie się pewnie wielką imprezownią z tłumem, głośnych, pijanych ludzi. Mieszkańcy co roku się na to skarżą. Czy teraz będzie bezpieczniej?  

– Już jest bezpieczniej niż dawniej. Chcę podziękować Komendzie Wojewódzkiej Policji, która udzieliła dużego wsparcia naszej lokalnej policji. Mamy mobilny komisariat i dodatkowe patrole policji w piątki i soboty wieczór. Dzięki temu liczba przestępstw drastycznie spadła, a wykrywalność wzrosła. Nawet moi najtwardsi oponenci polityczni to zauważają. Cieszę się z porozumienia klubów, które wprowadziły własne ograniczenia dotyczące wpuszczania młodzieży czy godzin otwarcia. Sklepy nocne mają zamykać się o drugiej w nocy, ja bym wolał, żeby wcześniej, ale spróbujmy na razie z tym kompromisowym rozwiązaniem. Jednocześnie podnosimy ofertę kulturalną Sopotu. Mamy trzy teatry, które świetnie funkcjonują, festiwal Literacki Sopot, wydarzenia w Operze Leśnej czy Ergo Arenie – to zmienia oblicze Sopotu. Cieszę się, że przyjeżdża do nas dużo młodych ludzi, ale chcemy też przyciągnąć bardziej wymagającego klienta, bo to podnosi kulturę w całym mieście.

Będzie pan ponownie kandydował na prezydenta Sopotu?

– Jeszcze się nad tym nie zastanawiałem. Naprawdę. Mam tyle pracy, że codziennie kończę o godzinie 21-23. Myślę, że podejmę decyzję na dwa, trzy miesiące przed wyborami.

W ubiegłym roku próbowano pana odwołać przed końcem kadencji. Był wniosek o referendum Stowarzyszenia Mieszkańcy dla Sopotu. W kampanię przeciwko panu zaangażowała się Telewizja Polska i prokuratura. Jak to wygląda dzisiaj?

– Nadaktywność służb pana Ziobry dotyka bardzo wielu samorządowców w Polsce, szczególnie tych w dużych miastach i tych, którzy nie są związani z obozem rządzącym. To mówią wszyscy moi koledzy ze Związku Miast Polskich, rzecz nie dotyczy tylko mnie. Sprawy prokuratorskie się toczą, gros spraw wszczyna się z różnych donosów, ale widzę, że część prokuratorów czuje się zażenowanych tym, że muszą się takimi bzdurnymi sprawami zajmować.

Szanuję ruchy miejskie, ale nie pseudo ruchy miejskie jak wspomniane stowarzyszenie, które chciało mnie odwołać, ale miało problem z tym, żeby uczciwie zebrać podpisy. To smutne, jak kompromituje się instrument referendum w taki sposób, że się zbiera podwójne podpisy.

Bardzo smutne jest także to, że Telewizja Gdańsk, która kiedyś miała dobrą renomę, zamieniła się w telewizję partyjną, na dodatek stojąca na katastrofalnie niskim poziomie. Ludzie widzą, że to totalne dno, nachalna propaganda. Urban robił to inteligentniej. PiS ukradł nam Polakom telewizję publiczną.

Jest pan przyjacielem Pawła Adamowicza?

– Oczywiście, przyjaźnimy się od 30 lat jeszcze z czasów studenckich. Znam jego rodziców…

Czy to pan doradził mu, żeby samodzielnie startował w wyborach?

– Rozmawiałem z nim o tym i uważam, że słusznie postąpił, zrobiłbym to samo. Oczywiście w Gdańsku w wyborach dojdzie do takiej bratobójczej wojny, bo jest Paweł, rodzina Wałęsów, rodzina Płażyńskich i wszyscy ci ludzie wywodzą się z tego samego pnia opozycji w czasach PRL. Ale Paweł Adamowicz ma z nich największe doświadczenie i będę mu kibicował.

Ale tym ruchem raczej rozbija ten wspólny pień. 

– Ale nigdy nie powinno się ferować wyroków, zanim nie wyda ich sąd. Trzeba poczekać na sąd, a nie skreślać człowieka. Mówię to z własnego doświadczenia.

Ale wiemy jak funkcjonuje państwo PiS. Można zakładać, że służby przyjdą po niego któregoś dnia. 

– Ale tak samo mogą przyjść po Jarosława Wałęsę, Agnieszkę Pomaskę, po mnie czy Wojciecha Szczurka.

Nie mają takich spraw prokuratorskich jak Adamowicz.  

– Ale czy z tego powodu, że państwo PiS upartyjnia wszystko co się da – telewizję, prokuraturę, służby, próbuje upartyjnić sądownictwo, niszcząc demokrację w Polsce to mamy się do tego dostosować? To jest poddanie się! Dlaczego mamy wycofywać z kandydowania kogoś tylko dlatego, że po niego mogą przyjść o 6 rano? Dziś w Polsce każdy, kto ma inne poglądy niż władza nie może się czuć bezpieczny, chyba tylko pani Lubnauer i Grzegorz Schetyna, jako szefowie partii opozycyjnych.

Niebawem PiS planuje obniżyć pensje samorządowcom… 

– Czyli kowal zawinił, a Cygana powiesili. Obniżają pensje samorządowcom, a nie obniżyli członkom rządu, nagród nie oddali, a funkcjonariusze PiS w spółkach skarbu państwa zarabiają krocie. To tani populizm i psucie państwa. Przed wyborami samorządowymi nie toczymy dyskusji o ważnych sprawach dla samorządu – jak smog, niepełnosprawni, rynek pracy, mobilność w miastach. Tylko wrzuca się takim partyjnym ukazem, bez żadnej dyskusji, temat zarobków prezydentów, którzy nie mieli podwyżek od 10 lat. Związek Miast Polskich uważa tę decyzję za niekonstytucyjną i będziemy ją zaskarżać.

Był pan niedawno na ekshumacji Arkadiusza Arama Rybickiego, pana dawnego kolegi, który zginął w Smoleńsku. Po co pan tam poszedł? Jak to przeżył?

– Strasznie przeżyłem śmierć moich przyjaciół, ofiar katastrofy smoleńskiej – Arama, Maćka Płażyńskiego, Sebastiana Karpiniuka, ale także prezydenta Kaczyńskiego i pani Marii, których znałem osobiście. A ta ekshumacja wbrew woli rodziny była czymś makabrycznym i postanowiłem być solidarny. Najbardziej przeraźliwy moment był wtedy, gdy odgrodzeni kordonem policji i autobusami, usłyszeliśmy stukot rozbijanej płyty nagrobnej. Podobnie ekshumację swojego męża przeżyła sopocianka pani Solska, której prawa także pogwałcono. Niech każdy sobie wyobrazi, że to jego matkę, brata, męża władza wykopuje z grobu w imię chorej ideologii i interesu partyjnego PiS. To była straszliwa demonstracja siły.

Rok temu prosił pan rząd Beaty Szydło, żeby pomógł panu sprowadzić do Sopotu 10 rodzin syryjskich uchodźców. Media prawicowe zarzucały panu, że to taka PR-owa zagrywka. Co z tego wyszło?

– Nie udało nam się uchodźców sprowadzić, bo rząd nam nie dał pozwolenia, a przecież nie będziemy ich przemycać w bagażniku. Współpracujemy z kilkoma samorządami, w tym niemieckimi i tureckimi w zakresie wspólnych rozwiązań w sprawie migrantów i uchodźców. Tureckie miasto Gaziantep, przy granicy z Syrią, zaprosiło nas do wspólnego projektu unijnego dotyczącego zarządzania migracją na szczeblu lokalnym. Poza tym udało nam się zebrać w publicznej zbiórce ponad 70 tysięcy złotych, za które zakupiliśmy 19 wózków dla niepełnosprawnych dzieci i dorosłych przebywających w obozie dla uchodźców na granicy turecko-syryjskiej. Kolejnych 9 wózków otrzymaliśmy od prywatnych darczyńców. W przyszłym tygodniu będziemy je tam wysyłać.

Polska popełniła ogromny błąd nie zgadzając się na przyjęcie kilku tysięcy uchodźców. Dziś z przerażeniem patrzę jak media narodowe postponują mnie za to, że chciałem pomóc dzieciom – uchodźcom. Z jednej strony te same prawicowe media zarzucają mi, że jako katolik zgodziłem się, aby w Sopocie powstała klinika in vitro, a z drugiej, że chcę pomóc uchodźcom. To taki wybiórczy katolicyzm. Proponuję, aby ci wszyscy, którzy mnie za to obrażają zastanowili się kim był Chrystus i jego rodzina.

Czy pójdzie pan w sobotę na IV Trójmiejski Marsz Równości?

– Zaskoczył mnie pan. Nie myślałem o tym, zapomniałem, że to w tę sobotę. Muszę się nad tym zastanowić.

 

Rozmawiał Maciej Sandecki

Podziel się
Opinią

Wypełnij poniżej formularz kontaktowy



Zgodnie z RODO zbieramy Państwa dane dla potrzeb realizacji usługi.